Szkolnictwo z przymrużeniem oka

Felieton „Studenci w mieście”

Autor: Łukasz Błąd

Dzień dobry. Studenty są w mieście. Brzmi jak „Idźcie przez zboże we wsi Moskal stoi” ale takie właśnie ostrzeżenie, przekazywane konspiracyjnym półgłosem z ust do ust, już wczoraj, w ostatnim dniu września, można było usłyszeć na ryneczku. Ściślej – przy straganie z porami, między marchwią i pietruszką. Na porach internaciowych naprawdę dużo się komentuje.

Mieszkańcy stancji na czwartym piętrze dopiero niecałą dobę temu zaliczyli sesję letnią i wskoczyli na kolejny rok. Do późnego popołudnia nie wiedzieli czy pójdą dziś na pierwsze wykłady i ćwiczenia, ale około siedemnastej ogłoszono zdanie egzaminu przez wszystkich i stało się jasne, że na dzisiejsze, inauguracyjne zajęcia jednak… nie pójdą. Nie dadzą rady – przed siódmą się położyli a dwóch jeszcze nie wróciło ze sklepu nocnego. Być może czekają na świeże bułki. Zresztą nawet jak ktoś przysnął wcześniej, to co to za spanie – ciągle coś wyrywało: a to straż miejska, a to walenie w sufit nie wspominając juz o płaczu dziecka zza ścianą, który przeszkadzał w słuchaniu muzy. A już się nie dało bardzie pogłośnić. Niemniej jednak dzięki tej sytuacji będą przynajmniej mieć spokój – w pierwszym tygodniu zużyją dozwoloną na większości przedmiotów jedną nieusprawiedliwioną nieobecność i potem będzie już oczywiste, że trzeba chodzić. Nawet jeśli wypadnie pójść na wykład prosto
z całodobowego, z gorącą bagietka w ręce.

W warzywniaku gruchnęła też wieść, że pobity został nieoficjalny rekord osiedla należący do słynnej piątki z Mechaniki i budowy maszyn. Z pierwszego, wynajmowanego przez siebie mieszkania zostali wyrzuceni po czterech dniach. Nowy wynik jest mocno wyśrubowany – wprowadziny wczoraj pod wieczór, eksmisja z przytulnego M2 dzisiaj o szóstej trzydzieści. Osiemnaście złaknionych wiedzy osób zostało bez dachu nad głową. Ponoć jak wychodzili, wynajmujący im swój skromny metraż właściciel, uświadomił sobie w końcu, że nie musi swoich hucznych imienin obchodzić w lokalu, bo wszyscy się mieszczą i to z bagażami.

O akademikach nie plotkowano. Wszyscy wiedzą, że tam krytyczna noc powitań po lecie nastąpi dzisiaj. Niektórzy w milczeniu robią zapasy żywności i sypią piasek do worków. Trzeba to jednak uznać za daleko posuniętą przesadę. Nie od dziś wiadomo, że gdy po wakacjach swoje szalone atrakcje zwija wesołe miasteczko ze Słowacji, radośnie robi się w miasteczku studenckim. Tam się dopiero kręci. Ps. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że trzeci rok ochrony środowiska, przed odjazdem Słowaków zdążył uwolnić z karuzeli łabędzia i trzymają go teraz w pokoju. Jako łóżko dla waleta.